piątek, 11 lipca 2008

Poranek.

Poranek bywa dla Cachensa trudny. Nie dosc ze to ze trzeba wstac co jest juz calkowita patologia to jeszcze biec do roboty. Ja, czlowiek zaiste skromny napierdalam jako fizol w fabryce. Nie chce mi sie strasznie, pocieszam sie ze to tylko miesiac, wlasciwie dwa tygodnie zostaly. Nie moge wiecej niz 23 dni przepracowac w tzw. Student Job. Problem w tym ze nastepny tydzien na II zmiane, a tego nie cierpie. Jedyna nadzieja w tym ze przynajmniej sie wyspie. Dzis nawet kawy nie wypilem bo o tak poganskiej godzinie jak 7.20 rano nie jestem w stanie funkcjonowac normalnie, a znowu zaspalem. Moze nie do konca, obudzilem sie ale stwierdzilem ze do dupy z taka robota i spie dalej. Do czasu jak za 20 min trzeba bylo wyjezdzac. 

Okolo godziny 22 zauwazylem ze cos tu nie gra:

Pomyslalem...menelia. W sumie kolo dupy mi to lata i tak jako fizol robie. Jeszcze do tego bez kawy bylem. Zreszta, co kogo cudze skarpetki obchodza poki nie jebia jak szczur w kanale?

Cach - Twoj kandydat na soltysa. 

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Cachens - duchowy guru inteligencji i penetrator rzeczywistości. Ave!
=Sopa=

Serpentine pisze...
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.